Drzewica
Poszukujący

Posty: 22 Skąd: Ostrów Wielkopolski
|
Wysłany: 2008-12-20, 19:31 Opowieść o Czerwonym Wianeczku
|
|
|
W owych pradawnych czasach wszyscy ludzie żyli ze sobą we wzajemnej zgodzie. żyli w harmonii także z otaczającym ich światem oraz wszechświatami. Klimat całej Ziemi był wtedy łagodny i przesycony stwórczą Miłością. Coś jednak w doskonałym ziemskim ekosystemie zaczynało się psuć...
O plemieniu naszych Przodków mówiono, że są "Polanami", ponieważ zamieszkiwali rozległe puszczańskie polany. W owych czasach ludzie woleli mieszkać w osłoniętych zewsząd przez drzewa miejscach, aniżeli na odkrytych terenach. Polan przeto darzono podziwem, bo oto ludzie ci, wyszli z lasu na odkryte kilkukilometrowe przestrzenie, na których nie wiadomo czemu, nic poza trawami i bylicami rosnąć nie chciało.
"Polany" zmieniali owe "przez bogów zapomniane" skrawki Ziemi w kwitnące i obficie owocujące oazy. Przez czas jakiś nikt nikomu nie zazdrościł, a ludzie dzielili się ze sobą nawzajem i żyli w naturalnej harmonii ze wszystkimi mieszkańcami Ziemi. Z czasem Polan zaczęła charakteryzować jeszcze jedna cecha. Twórczość. Ich piękne opowieści, pieśni i legendy urzekały wszystkich wokół. Z tego względu poczęto ich nazywać jeszcze "Słowianami".
Wśród przekazywanych przez Słowian legend, były i takie, które mówiły o różnych pradawnych dziwach jak maszyny latające i samojeżdżące, bomby atomowe, klasy społeczne i różne inne przerażające historie na czele z wojnami i niszczeniem Matki Natury. Wiedzieli oni, że pamięć o pradawnych dziejach jest niezbędna do tego, aby w przyszłości ludzkość mogła uniknąć pewnego błędu, który powodował pojawienie się w sercach i umysłach ludzi przewagi negatywnych uczuć. Tym błędem był błąd w czasie, czyli zaburzenie równowagi naturalnego kalendarza, harmonizującego ruchy Słońca i Księżyca.
Sprawa była poważna, ponieważ Słowianie zaczęli spotykać się z zazdrością ze strony swoich sąsiadów. Nie chcąc dopuścić do rozlewu bratniej krwi, poczęli opuszczać swoje ogrody, zostawiając je "najeżonym" zazdrośnikom, lecz bez "instrukcji obsługi". Wędrowali zasiedlając coraz to nowe polany i tworząc na nich swe ogrody. Długi czas unikali zaczepki ze strony innych plemion, przenosząc się z miejsca na miejsce. Aż wreszcie zgodnie stwierdzili, że nie można w nieskończoność opuszczać własnych ziem i trzeba coś zaradzić na wszechpojawiające się uwstecznienie ludzkości... Wprowadzenie dysharmonijnego kalendarza w zaledwie jednej części świata, spowodowało zaprzeczenie oczywistym prawom naturalnym i utratę dużej części ludzkich naturalnych właściwości, które z czasem nazwano "magią" lub "zdolnościami nadnaturalnymi" czy "paranormalnymi".
Słowianie zwołali Wielką Międzyplemienną Naradę Starszych. Kilkudniowemu zebraniu przewodziła wiecznie uśmiechnięta starsza kobieta, która na koniec Narady rzekła:
- Drodzy moi Starsi! Zdaje się, że i nasze dzieci i wnukowie za oręż chwycić będą musieli, swoich domów słusznie broniąc. Nie uchronimy ich przed tym. Błąd w czasie już wystąpił i świat nasz jakoby kurczyć się zaczął. Widać wolą bogów jest to, aby Ziemia w ewolucji swej, istoty dysharmonijne przygarnęła, dając im szansę w doświadczeniu powrotu do Źródeł Miłości. Bądźmy przeto jako giętkie witki wierzby. Poddajmy się wichrowi pamiętając wiecznie o swoich korzeniach. Gdy przyjdzie czas właściwy, odrodzeni opowiemy ludziom prawdę. Przechowa dusza moja dzieje Ziemi całej.
- Jak dokonasz tego Siostro?- Spytali pozostali uczestnicy zebrania .
- Stare już jest ciało moje... Na głębokie medytacje odejdę w Dolmeny święte na wzgórzach. To jedyne wyjście by przechować pamięć o Ziemi prawdziwej historii i ludzkości.
Odtąd "Mokoszy", czyli Matką Przechowującą Obfitość Wiedzę i Mądrość Natury, zaczęto nazywać staruszkę, która zaraz na drugi dzień po Naradzie Starszych, podjęła wędrówkę do Dolmenów by oddać się wiecznej medytacji nad mądrością i wiedzą Matki Natury, aby mimo błędu w czasie zachować potomnym możliwość łączenia się z Boginią Matką.
Mokoszy miała bardzo podobną do siebie prawnuczkę. Zawsze wesołą i twórczą . Dziewczynę nazywano "Czerwony Wianeczek", ponieważ nosiła na głowie wianek z róż czerwonych wplecionych we włosy.
Po pewnym czasie od odejścia prababki do Dolmenów, dziewczyna poczuła potrzebę odwiedzenia swej prababci na koniec świętych medytacji i pożegnania się z jej ciałem fizycznym.
Opowiedziała o swojej potrzebie rodzicom i mieszkańcom. Wszyscy zgodzili się na jej podróż i dodali najlepsze wychodowane przez siebie płody.
Ledwie Czerwony Wianeczek wyruszyła w drogę przez puszczę, podbiegł do niej mocno zziajany wilk, przyjaciel rodu, z wiadomością, że przytomnej prababci może już nie ujrzeć, gdyż ostatnimi czasy weszła do Dolmenu i nie wychodzi na zewnątrz. Dziewczyna pogłaskała wilka i podziękowała za wiadomość, stwierdziła jednak, że musi iść, by zobaczyć chociaż jak prababci powiodła się medytacyjna misja.
Wilk wraz ze swoją partnerką zadeklarowali się towarzyszyć Czerwonemu Wianeczkowi w drodze do prababci. Dziewczyna zgodziła się. Wędrowała do Dolmenów w stale powiększającym się towarzystwie. Cały las wyczuwał zbliżające się podniosłe wydarzenie.
Kiedy Czerwony Wianeczek wraz z przedstawicielami puszczańskiej społeczności, dotarła do Wzgórza Dolmenów, wszyscy odnieśli wrażenie, że cała okolica zamarła w bezruchu. Dziewczyna położyła węzełek z płodami pod dębem rosnącym u wejścia do jednego z Dolmenów. Zapytała drzewo, czy to miejsce obrała jej prababcia na medytacje. Dąb odpowiedział twierdząco. Opowiedział także cały przebieg życia Mokoszy wśród Dolmenów i etapy wejścia przez nią w najgłębszą medytację. Na koniec opowieści oznajmił, że święta Mokoszy stała się jednym z Matką Naturą i została członkinią Rady Międzygalaktycznej. Zasiadła u samego wierzchołka Korony Świętego Drzewa Życia.
- Czy mogę? - Zapytała dębu Czerwony Wianeczek.
- Wejdź i zobacz sama, byś mogła wieść przekazać ludziom - Odpowiedział dąb.
Dziewczyna weszła w otwór Dolmenu i zobaczyła leżącą na ziemi babciną szatę oraz włosy i paznokcie. Po ciele nie było śladu.
- Zaiste głęboka była prababci mej medytacja, że zdematerializowała jej ciało. Wiedziała co czyni. - Pomyślała dziewczyna i ukłoniwszy się z szacunkiem, wyszła z Dolmenu. Dary, które przyniosła, pozostawiła rusałkom i skrzatom leśnym, prosząc o skuteczną ochronę Dolmenu przed nadchodzącymi mrocznymi czasami.
Od tej pory historia ta powiększyła grono słowiańskich opowieści. Przekazywana przez pokolenia stała się bardzo niewygodna w pewnym czasie. Chcąc wymóc na dzieciach akceptację negatywnych zachowań, całkowicie zmieniono sens tej opowieści...
-----------------------------------
Czemu babcia mieszkała sama w lesie?... (Moje dziecięca myśl: Była wiedunką; zielarką) i dlaczego zachorowała? Skoro zdrowie jest naturalnym stanem każdego organizmu... Tym bardziej żyjącego w naturze. (wiedząca; zielarka) Wilk towarzysz, bliski krewniak psa, zmienił się w ludożercę, którym straszono nie tylko dzieci... Do tego pojawiła się postać myśliwego z flintą jako wielkiego wybawiciela... Ciekawe dlaczego po zabiciu wilka i wyciągnięciu z jego brzucha żywych ciał babci i Kapturka, ów wilk nie ożył? (Przynajmniej w wielu znanych wersjach bajki)... Skąd wogóle tyle "krwi" w opowieści rzekomo przeznaczonej dla dzieci, skoro wiadomo, że każde dziecko z natury brzydzi się przemocą?...
Wracając do Dolmenów, odnaleziono kilka z nich (Dolmen Miłości, Zdrowia, Wiedzy, Harmonii...) lecz nie odnaleziono Dolmenu Natury. Gdzieś jest lecz nie wiadomo gdzie... Może w naszych sercach?... Owa słowiańska dusza, która każe nam tworzyć. Pisać, grać, tańczyć, śpiewać i odkłamywać naszą tożsamość... |
_________________ Księga Ziemi jest wiecznie otwarta dla Wszystkich Istot. Odczytane Sercem, Duchem przekazane. |
|